Dwie zapory
-
DST
70.43km
-
Czas
03:06
-
VAVG
22.72km/h
-
VMAX
46.00km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś wpadłem na pomysł, by pojechać nad jezioro Goczałkowickie.
Jak sie nie mylę, jeszcze tam w tym roku nie byłem.
Upał masakryczny, troche wiało, ale to chyba dobrze.
Bez wiatru dłuższa jazda byłaby niemożliwa.
Była droga szutrowa przez las...
© robd
... była też asfaltowa
© robd
Zbocze zapory porośnięte kwieciem
© robd
Na zaporze
© robd
Chyba tylko oni cieszyli się z wiatru...
© robd
Okulary - artystycznie ;)
© robd
Drogę powrotną poprowadziłem druga zaporą, na Zbiorniku Łąka, też po to by moc dać taki tytuł wpisu ;)
Zapora na zbiorniku Łąka
© robd
Staw...
© robd
Blisko domu zwinęli mi asfalt...
© robd
...i zakazali jechać dalej ;(
© robd
Kategoria (50-75km) L
Troszkę Czech...
-
DST
39.59km
-
Czas
01:47
-
VAVG
22.20km/h
-
VMAX
44.20km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj pogoda do jazdy niby fajna. Jednak dopiero na otwartej przestrzeni dawał popalić wiatr, który skutecznie odbierał ochotę na jakąś dalszą jazdę. Postanowiłem pojechać przez Czechy do Zebrzydowic, a potem zobaczyc co dalej.
Okazało się, że z Zebrzydowic skierowałem się już do domu, nie chciało mi się już walczyć z wiaterkiem.
Na ścieżce rowerowej po stronie czeskiej
© robd
Bilans płynów ustrojowych...
© robd
Jakiś staw...
© robd
Drewniany kościół w Dolnich Marklovicach (CZ)
© robd
Przez las....
© robd
Ostania fotka zrobiona w warunkach ekstremalnych prawie. Podjechałem, wyciągam aparat i cykam. Widzę kątem oka jak z budki nieopodal wychodzi jakiś gostek w jasnoniebieskiej koszuli i czarnych spodniach, z pasem skórzanym z zatkanym w nim gazie. Całkiem głupi to nie jestem, i pomimo rozchełstanej koszuli i braku jakiejkolwiek czapki czy bluzy, pojmuję, że to jakiś cieć/ochroniarz/pilnowacz. Po dynamicznym kroku i gestykulacji z daleka widzę, że będzie jazda. Docykałem foty, chowam aparat a gośc wali mi tekst, składający się z nie tylko salonowych zwrotów, żebym spadał. Proszę (jeszcze grzecznie) by się uspokoił i grzeczniej ze mną rozmawiał. Próbuje wytłumaczyć, że od jakiegos czasu (jak sie nie mylę 2005) nie obowiązuje już zakaz fotografowania w formie takiej , jak obowiązywał za czasów młodości jegomościa. Facet dalej swoje i proporcje słówek salonowych w stosunku do rynsztokowych znacznie maleją... Dość! Pytam, co ty za kowboy jestes? gdzie masz jakieś onakowanie, że ważny tu jesteś? W jaki sposób zwracasz mi uwagę, że robię coś co wg ciebie nie jest OK. Proponuję, że pódziemy do jego budy i on zadzwoni po policję, a ja po jego przełożonego. Przy budce rzuca jeszcze żebym juz odjechał, wchodzi do budki i zamyka się od środka i nie ma zamiaru wyjść dyskutować dalej. Olałem go i do domku... W trakcie jazdy rozmyślałem trochę, że są ochroniarze i "ochroniarze". Pierwsi, z całym dla nich szacunkiem, wykonują swą robotę najlepiej, jak tylko potrafią, natomiast ci drudzy pracują chyba tylko po to by podnieść swoje ego. Mundur, czarne okulary, słuchawka w uchu i łapska szeroko, jak od noszenia telewizorów.
Poniżej fotka obiektu, którego tak pilnie strzegł...
Największa inwestycja w polskim górnictwie od 20 lat
© robd
Kategoria (25-50km) M
Nad Gichtę...
-
DST
63.90km
-
Czas
02:55
-
VAVG
21.91km/h
-
VMAX
46.20km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś pogoda znacznie lepsza niż wczoraj.
W zwiazku z tym wybrałem się w jedną z ulubionych trasek, nad staw Gichtę, lekko zmodernizowaną ze względu dojazd po Ine.
Najpierw testowałem nawierzchnię (miodzio!) drogi technicznej przy A1.
Droga techniczna przy autostradzie
© robd
Przejazd przez lotnisko i kwadrans obserwacji szybowców.
Szybowce startowały...
© robd
... i lądowały
© robd
Potem przez las na Gichtę...
Droga przez las...
© robd
... i nad stawem
© robd
Bela słomy w zachodzącym słonku
© robd
Kategoria (25-50km) M
Po okolicy...
-
DST
23.85km
-
Czas
01:07
-
VAVG
21.36km/h
-
VMAX
40.30km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś postanowiłem dać jeszcze napędowi szansę się wykazać.
Założyłem najkrótszy (najmniej wyciągnięty łańcuch) i udałem się na testy.
Poprawa o jakieś 8,259 %. Werdykt zapadł. Części zamówione.
Potem po Inę. Jazda przypominała zabawę z deszczem w kotka i myszkę :)
Jechałem i obserwowałem prze lewe ramię burzę, nie tak daleko ode mnie. Udało się.
Potem wjechałem na teren, gdzie jakiś czas wcześniej popadało. I znowu się udało ;)
To nie jest wg. mnie pogoda rowerowa
© robd
Na skraju lasu...
© robd
Droga w las....
© robd
Deszcz był tu przede mną...
© robd
Kategoria (0-25km) S
Po okolicy...
-
DST
58.66km
-
Czas
02:33
-
VAVG
23.00km/h
-
VMAX
43.10km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do południa, póki jeszcze Ina spała po pracy, wyskoczyłem na wycieczkę.
Dzisiejsza jazda upewniła mnie w przekonaniu, że napęd dożywa swego żywota ;(
No cóż, prawie 15000km, jazda "na dwa łańcuchy", różne nawierzchnie no i moje ...kilkadziesiąt kilo dały mu nieźle popalić ;)
Pora sie rozejrzeć za czymś nowym, choc myślałem że do zimy dociągnie.
Dzisiejsze foty ukazują tylko drogi, którymi jechałem.
Dziś wszystkie fotki przedstawiają drogi po których jechałem...
© robd
...skrajem lasu
© robd
...było asfalcikiem...
© robd
... no i tak...
© robd
Kategoria (50-75km) L
Po okolicy...
-
DST
62.97km
-
Czas
02:42
-
VAVG
23.32km/h
-
VMAX
45.10km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało mi się wyskoczyć pod wieczór.
Najpierw do kumpla po płytę, trochę posiedziałem i potem zaczęło brakować czasu ;)
Ogólnie nie najlepiej mi się jechało, przerzutki nie chciały mnie słuchać, brakowało prądu w nodze, wiało...
Potem już było znacznie lepiej, końcówka dość mocna (za względu na porę).
W czasie wyjazdu stwierdziłem, ...że napęd pomału się kończy ;( 
Ledwo zdążyłem na zachód...
© robd
...bo wcześniej za długo oglądałem balon
© robd
Łabędzie na tle zachodu
© robd
Kategoria (50-75km) L
Po okolicy...
-
DST
61.74km
-
Czas
02:58
-
VAVG
20.81km/h
-
VMAX
42.50km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś wreszcie zza chmur wyszło słońce oznajmiając koniec pory deszczowej (mam nadzieję).
Po raz pierwszy od powrotu znad morza udało mi się ruszyć.
Wyrwałem jak pies spuszczony z łańcucha, zresztą co się dziwić, chyba każdy ma takie samo uczucie po dłuższym czasie bez jazdy.
Zapędy moje już po chwili troszkę powstrzymał jakiś stalowy potwór, który stanął mi na drodze. Tzn. poruszał się, ale za to w tempie żółwim.
No, nie wyprzedzisz dziada...
© robd
Jazda po okolicy i na koniec po Inę do pracy.
The motylek
© robd
Kfiat wodny ;)
© robd
Strażnik stawu
© robd
Sielsko...
© robd
... i w drugą stronę.
© robd
Kategoria (50-75km) L
Nadmorski Park Krajobrazowy - Dzień 7
-
DST
22.16km
-
Czas
01:26
-
VAVG
15.46km/h
-
VMAX
32.60km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś już nasz ostatni dzień pobytu na wybrzeżu. Troszke nam smutno, ale ogólnie jesteśmy zadowoleni.
Postanawiamy iść za ciosem i do samego końca wykorzystać nasz pobyt tutaj.
Do południa plażowanie, po południu wypad z rowerami do Łeby.
Dzień zaczynamy od plażowania
© robd
W Łebie kierujemy się w stronę Słowińskiego Parku Narodowego.
Nie udało się nam dotrzec w to miejsce w zeszłym roku, teraz to naprawimy.
Trasę od wejścia do parku do końca pokonujemy z małym tylko przystankiem przy wyrzutni rakiet, żeby przekonać się, czy ceny biletów, o których słyszeliśmy są faktem.
Tak, 14zł za twarz (!).
Jedziemy dalej. Docieramy do wydm, gdzie spędzamy dreptając po piasku około dwie godziny.
Strzeżony parking rowerowy u stóp wydm (5zł/szt)
© robd
My...
© robd
Jest co focić ...
© robd
Panorama Ruchomych Wydm
© robd
Tutaj większa.
Wydawało to mi się trochę podobne do... Giewontu
© robd
Wszędzie dużo, dużo piasku...
© robd
...nawet całe góry
© robd
Focę pustynię...
© robd
Moczę nogi...
© robd
Droga do wyjścia...
© robd
Ostatnie, pamiątkowe z wydm
© robd
Po opuszczeniu Słowinskiego Parku Narodowego kręcimy się po Łebie, zjadamy lodzika, ogladamy najstarszy dom (1723 r.) oraz ruiny koscioła św.Mikołaja (1357 r.). Potem rowery na auto i powrót.
Ruiny kościoła św.Mikołaja (1357r.)
© robd
Pare słów podsumowania naszego nadmorskiego wypadu.
Uważamy go za bardzo udany.
Przejechane ok. 300 km, plażowanie, kąpiele, spacery brzegiem morza, zachody słońca - słowem komplet.
Wszystko uwiecznione na setkach fotek, które będzie można ogladać w deszczowe , jesienne wieczory.
Pogoda dopisała znacznie lepiej niż w zeszłym roku.
Teraz pozostaje wrócić do szarej codziennosci. Oj... to będzie bolało.
Kategoria (0-25km) S
Nadmorski Park Krajobrazowy - Dzień 6
-
DST
20.90km
-
Czas
01:24
-
VAVG
14.93km/h
-
VMAX
43.60km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejszy dzień był przeznaczony głównie na relaks i odpoczynek po wczorajszej wyprawie.
Pogoda od rana sprzyjała. Wyskoczyliśmy na rowerach do pobliskiego Ostrowa, a właściwie to już do Karwi na plażę, by uniknąć tutejszych tłumów. Było tylko trochę mniej ludzi.
Rowery na plaży...
© robd
Największa atrakcja tego dnia czekała na popołudnie.
Od paru dni nosiliśmy się z zamiarem wypożyczenia roweru i spróbowaniu czegoś innego.
Heh.. ciekawie brzmi ;)
Nie była to zwykła maszyna, tylko 2 rowery w 1, pewnie ze względu na oszczędność kół.
Największa atrakcja dzisiejszego dnia...
© robd
Ina próbuje solo...
© robd
...tu już cała drużyna ;)
© robd
Wcale wbrew pozorom nie była to łatwa jazda.
Niesynchronicznie ustawione pedały, zwrotność tira, zarypista geometria.
Ale do opanowania ;)
Po opanowaniu sprzętu rozwijalismy już niezłe prędkości...
© robd
Tradycyjnie wieczorny spacer na plażę
© robd
Dopiero co wróciłem za Szwecji ;)
© robd
A tutaj trasa pokonana na tandemie:
Kategoria (0-25km) S
Nadmorski Park Krajobrazowy - Dzień 5
-
DST
126.23km
-
Czas
07:01
-
VAVG
17.99km/h
-
VMAX
42.90km/h
-
Sprzęt Kross Level A4
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jeszcze przed wyjazdem nad morze myśleliśmy o naszej niedokończonej wyprawie na Hel z ubiegłego roku.
Żal nam wtedy było,że nie udało się dojechać do końca. Postanowiliśmy, że jak tylko będzie możliwość, to zrealizujemy ją w tym roku.
Szamani zapowiadają dużo słabszy wiatr i nieco cieplej, potwierdzają to prognozy w necie.
Decyzja - pobudka rano i ruszamy.
Ale jest "mała" zmiana planu.
Jedziemy nie na Hel, lecz do Trójmiasta i stamtad tramwajem wodnym na Hel.
Plan nieco ambitny (jak się potem okazuje), rejs o godz.15, musimy tam dotrzeć conajmniej 15 min przed czasem (ze względu na zakup biletów).
Początkowo wydaje się, że to nie problem, jednak czas ma to do siebie, że zawsze go brakuje.
Zwłaszcza jak się co rusz zatrzymujemy i robimy foty ;)
Ruszamy niespiesznie do Władysławowa "od zaplecza", potem znaną już nam ścieżką rowerową i bez problemu docieramy do Pucka.
Tam posilamy się McLodem i kierujemy się w stronę Rzucewa. Troszkę zbaczamy z kursu (tracąc cenne minuty), ale za to trafiamy na plażę na Klifie Rzucewskim. Warto było. 
Malownicza ścieżka - Kępa Pucka
© robd
Plaża na Klifie Rzucewskim
© robd
Po małym kluczeniu odnajdujemy właściwą drogę i docieramy do Rzucewa.
Rzucewo - Zamek Jan III Sobieski
© robd
Rzut okiem na zamek i w drogę. Następny przystanek Rewa. Zobaczyliśmy cypel, który oddziela cieplejsze wody Zatoki Puckiej od chłodniejszych Zatoki Gdańskiej. Podoba mi się urocza plaża nad Zatoką Pucką.
Zaczynamy powoli zauważać szybko upływający czas. Rezygnujemy z ciepłej przekąski, by udac sie jak najszybciej w kierunku portu w Gdyni.
Cypel Rewski
© robd
Rewa - plaża od strony Zatoki Puckiej
© robd
Docieramy do Gdyni. Niewiele ponad pół godzinki na Skwerze Kościuszki. Próbujemy wykonać fotki - liczba ludzi powala. Do tego ciasno, muszę się posiłkować fotkami panoramicznymi by objąć swym obiektywem okręty.
Gdynia - pomnik na Skwerze Kościuszki
© robd
Chyba najbardziej rozpoznawalne polskie okręty - ORP Błyskawica...
© robd
... Dar Pomorza
© robd
Ok.13.30 ruszamy w stronę Sopotu. Nie znamy dobrze drogi. Mamy jakiś plan Trójmiasta, ale każdorazowe jego otwieranie i szukanie naszej pozycji pożera cenne nasze minuty. Postanawiamy kierować się instynktem. Najpierw jedziemy promenadą nadmorską i wydaje się być calkiem fajnie do czasu... kiedy się kończy petlą. Później schodami w górę, docieramy do Rezerwatu Przyrody Klif Redłowski, tam przez las, nieźle pod górkę. Wydostajemy się w koncu z lasu, sprawdzam na planie nasze położenie i czas. Szacuję, że do pokonania mamy jakieś 8 km - jest po 14. Dramat.
Decydujemy, że dojedziemy do głównej drogi i jeżeli tam nie będzie ścieżki rowerowej, to lecimy drogą.
Po głowie zaczynają juz na poważnie krążyć myśli, że nie damy chyba rady i wtedy pozostanie nam powrót do Władysławowa pociągiem. Brrr...
Dopadamy ścieżkę przy Alei Zwycięstwa i zaczyna się ostra jazda.
Wpadamy na Plac Zdrojowy - widać na jego końcu molo, zdążyliśmy! Pozostaje przebić się przez tłum.
Kupujemy bilet i mustrujemy się na nasz statek. Tam dopiero odpoczywamy i dochodzimy do siebie ;)
Nie zdążyliśmy nic zobaczeć, porobić jakiś sensownych fotek, a przede wszystkim zjeść ;(
Ale i tak jestesmy zadowoleni.
Wejście na sopockie molo
© robd
Chyba jedna z najsłynniejszych polskich plaż...
© robd
Przybywa nasz dalszy środek transportu...
© robd
Wtem atakują nas piraci!
© robd
Uff.. udało się, namówiliśmy ich, żeby rabowali bogatych gości hotelowych
© robd
Rowerki podróżują pod pokładem...
© robd
...a my na rufie
© robd
Wejście do portu Hel, tu kończymy podróż tramwajem wodnym
© robd
Po zejściu na ląd udajemy się w pierwszej kolejności uzupełnić utracone kalorie. Batonik i nektaryna spożyte na statku nie były w stanie zaspokoić głodu, ale zakryły dno żołądka ;)
Potem chwila kręcenia się po Helu i powrót ścieżką rowerową wzdłuż Półwyspu.
Latarnia
© robd
An-2 na sportowym lotnisku k.Jastarni
© robd
Zachód słońca obserwujemy z klifu nieopodal naszej bazy w Rozewiu
© robd
Kategoria (pow. 100km) XXL





















